Na początku na świecie nie było nic. Panowała pustka. Kilkaset lat później pojawiły się ogromne stworzenia i wraz z nimi zaczął rozrastać się świat. Widział to pewien człowiek, który poprowadził rewolucję na tym świecie. Po tysiącach latach pojawił się pierwszy człowiek, chodząca kanalia, która nie potrafiła sama o siebie zadbać. Nie posiadał futra, żadnego ciepłego okrycia. Był nagi i biedny. Mieścił się na końcu łańcucha pokarmowego. Widząc to, władca stworzył więcej takich. Pracowali w grupach, aby stawić czołom przeogromnym stworzeniom. Po setkach latach rewolucji człowieka w świecie nie było już bestii. Odkryli prymitywne pismo i nowe typy broni. Człowiek stanął w najwyższej pozycji. Ludzkie pokolenie zaczęło się buntować i coraz bardziej rozrastać, aż w końcu człowiek osiedlił się nawet w najzimniejszych zakątkach świata. Istnieli ludzie i dobrzy i źli. "Nasz władca", zwany "Bogiem" nie radzi sobie z człowiekiem złym, który morduje i kradnie dobra innych. Dlatego właśnie przysłał mnie! O to moje zadanie! Muszę przejąć obowiązki, które oddała mi sama Śmierć, władczyni hadesu.
Tak oto zaczęło się moje powołanie. Działałem z ukrycia, aby nie zrzucić podejrzeń innych. Jestem sam, a ich jest miliony. Brak mi potężnej siły i dlatego muszę starać się jeszcze bardziej, aby świat stał się miejscem pokoju i harmonii.
Obecnie mieszkam w białym domu, który nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym. Od czasu gdy musiałem wyprowadzić się od rodziców, minął już niecały rok. Nadal do mnie wydzwaniają, ale ja ignoruję ich telefony. Wiem, że to takie nagłe i okrutne, ale w końcu jestem bogiem! Muszę przecież wykonywać powierzone mi zadania.
Wstałem wcześnie rano i już włączyłem telewizor, aby zobaczyć kolejną dawkę wiadomości o przestępcach. Media to najlepszy sposób, aby odnaleźć ludzi złych. Ale nie kieruję się tylko tym. Czasem po prostu przechodzę przez ulice, ukrywając twarz za kapturem. Mój słuch jest nadzwyczajnie czuły, więc potrafię usłyszeć, gdy ktoś wzywa pomocy.
Media milczały. Dzisiaj nie było żadnych powiadomień o przestępcach. W tym celu ubrałem garnitur i jak biznesmen ruszyłem przez miasto. Jednym ruchem ręki ukryłem ciążące na mnie czarne skrzydła, gdy już byłem na dole. Nikt mnie nie widział. Ulice jak zwykle o tej porze świeciły pustkami. To była także idealna pora dla włamywaczy i zabójców, którzy tylko czekają na swoje ofiary.
Z naprzeciwka ktoś szedł. Aby nie wydać się, nie patrzałem. Czułem od tej osoby jakąś dziwną aurę, której nigdy nie czułem do tej pory. Postanowiłem sprawdzić tą osobę. W tym celu zaryzykowałem i ściągnąłem kaptur.
- Witaj, wiesz może jaka jest teraz godzina? - zapytałem, ukrywając swoją ponurość. Świetnie potrafiłem manipulować swoim nastrojem. Tym razem mogłem wydać się nawet sympatyczny.
<Ktoś? xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz